piątek, 7 listopada 2014

WYSPA na PRERII

Przez jakiś czas wzbraniałam się przed napisaniem recenzji na temat książki Pana Wojciecha Cejrowskiego "Wyspa na prerii". Przeciwwskazanie? Nie jest to książka kucharska, dotycząca żywienia itp. a przecież blog o gotowaniu, żywności. Czemu więc jednak ją recenzuję? Bo zwyczajnie bardzo mi się podoba i pomyślałam, że warto podzielić się tym z Wami. Przecież nie tylko jedzenie ma smak. Może mieć go muzyka, film, książki i wiele wiele innych rzeczy. Nie bez powodu mówimy, że coś jest w dobrym smaku lub wręcz przeciwnie. Tak więc na siłę można podpiąć pod mój blog tematy różnorakie ;)



Książkę czytałam stosunkowo niedawno, więc jeszcze ją "trawię". O tym, że postanowiłam o niej napisać przeważyło wydarzenie z przed kilku dni... Siedzę sobie po cichutku w domu, coś tam robię, słyszę stukanie. Stukanie jest nienachalne więc ignoruję, może to znów deszcz. Dobrych 10 minut później zapalam światło, ponieważ na słońce nie mam już co liczyć tego dnia. Nie muszę długo czekać, znów stukanie, już dużo śmielsze. Może sąsiad z przechowaną przesyłką? Nakładam uśmiech na twarz, prostuje plecy, otwieram drzwi i pach mamy cię.... Młody, bardzo entuzjastyczny chłopak przeprasza, że niepokoi ale...Pauza. Czas na moje grzecznościowe "nie ma sprawy". No i się zaczyna... słowotok o raku, umierających ludziach, o tym że to tylko 5f. mies. ale lepiej 20f. Znacie to niezręczne uczucie, kiedy wiecie, że ktoś przyparł Was do ściany? Nie zrozumcie mnie źle, to nie tak, że mam głęboko ludzi z nowotworami. W mojej rodzinie było sporo nowotworów i to narządów wszelkich. Mój praca licencjacka, była na temat żywienia po resekcji żołądka. Ja po prostu nie znoszę być do czegoś zmuszana. Pytam więc młodzieńca o stronę internetową, mówię o tym że muszę się zastanowić, że sama złożę darowiznę jeśli da mi jakieś namiary. Wiem, że on zna to na pamięć, że mi nie wierzy, niemal wpycha mi długopis do ręki, bo co dwie minuty ktoś umiera, patrzy na mnie wymownie, bo przecież rozmowa toczy się przynajmniej od 4 minut, a ja jeszcze się nie zdeklarowałam...W końcu rozmowa kończy się moją grzeczną, lecz stanowczą odmową. Adresu strony internetowej nie otrzymuje....
Co historia ta ma do wspomnianej książki? Ma całkiem sporo...Jakiś czas temu przeczytałam opinie innych osób na temat książki. Jeden z czytelników stwierdził, że jest to książka głównie o blasze, piasku, krzakach. To prawda ich opis zajmuje znaczącą część opowiadań, jest to jednak przede wszystkim jak dla mnie książka o wolności. Mimo, że nie lubię zazdrościć i zazdroszczę rzadko, to w tym przypadku przyznaję się- ZAZDROSZCZĘ Panu Wojciechowi jego domku na prerii, gdzie szanuje się czas innych ludzi. Gdzie "We don't deal 911" przewija się kilkukrotnie, gdzie sąsiad robi jak najwięcej hałasu aby dać znać, że się zbliża. Mimo, że warunki w których, żyje Pan Cejrowski mogą wydać się mało komfortowe dla przeciętnego europejczyka, ma on tam wszystko czego potrzebuje, ze świętym spokojem na czele. Kawałek o gwoździu w kieszeni jest niesamowity. Choć nie noszę fizycznego kawałka metalu w kieszeni, to Pan Cejrowski "zabił mi ćwieka" i to dosłownie, w bardzo ważnym miejscu- w mojej głowie. 
W dodatku nie wiem jak on to robi ale pomimo opisu z pozoru tak mało ciekawych rzeczy jak krzakory na wyjałowionym piachu, dosłownie połknęłam jego książkę. Może dlatego, że pod tymi krzakorami kryją się bardzo ciekawe, życiowe wnioski, którymi raczy nas autor. Nawet mój chłopak, który przez swoje ADHD nie przeczytał w swym życiu zbyt wielu książek, z przyjemnością dotrwał do końca "Wyspy na prerii" i śmieje się teraz, że wreszcie rozumie mój pociąg do rzeczy indywidualnych, takich które dzięki temu że lekko podrapane, hałasujące itp. dają znać o "swej duszy". Teraz uważa, że jest to typowe dla Kociewiaków bowiem tak się składa, że zarówno moi jak i Pana Wojciecha Cejrowskiego dziadkowie mieszkali w tej samej mieścinie, a gdzie miałam też okazję podczas pewnego jarmarku spotkać go osobiście. Ja zaś uważam, że Kociewie jak każda inna kraina pełna jest ludzi różnego typu, zaś gdybym mieszkała na prerii, pewnie zasłużyłabym na miano kolejnego dziwaka...i w tym cała tajemnica.
Tym, którzy głodni są mimo wszystko akcentów kulinarnych, polecam kawałek o GUMBO. A żeby dać przedsmak tego o czym jest książka krótki cytat "W starcu z globalnym gumbo mają szansę tylko małe domki na końcach mało uczęszczanych dróg. Obojętnie, czy to na Podlasiu, Polesiu czy na prerii-ważne, żeby domek był odpowiednio mały."  

Moja ocena: 5/5

Ps. Jeśli podobała Ci się ta recenzja, zapraszam serdecznie do zapoznania z innymi :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz